Wyrzuty sumienia po jedzeniu — jak przestać walczyć ze sobą po każdym posiłku?

Najtrudniejsze bitwy bardzo rzadko wyglądają tak, jak wyobrażamy je sobie z zewnątrz.

Nie było krzyku.

Nie było dramatycznych decyzji ani spektakularnych porażek.

Wszystko rozgrywało się po cichu.

Między otwarciem lodówki a zamknięciem jej drzwi.

Pomiędzy spojrzeniem na półkę a ruchem dłoni, który znałem już niemal na pamięć.

Nigdy nie mówiłem tych słów na głos.

Cała rozmowa odbywała się wyłącznie w mojej głowie.

„Przecież nic się nie stanie.”

„Od rana jadłeś naprawdę dobrze.”

„To był ciężki dzień.”

„Każdemu należy się chwila przyjemności.”

„Jutro po prostu bardziej się przyłożysz.”

Dzisiaj najbardziej zadziwia mnie nie to, że wierzyłem tym argumentom.

Zadziwia mnie to, jak bardzo były przekonujące.

Każdy z nich brzmiał rozsądnie.

Każdy miał w sobie odrobinę prawdy.

Gdybym usłyszał podobne słowa od bliskiej osoby, prawdopodobnie przyznałbym jej rację.


Problem nie kończył się przy lodówce

Problem polegał na tym, że żadna z tych rozmów nie kończyła się przy kuchennym blacie.

Kończyły się dopiero następnego ranka.

Wieczorem skutecznie odsuwałem od siebie wszystko, co było niewygodne.

Potrafiłem znaleźć uzasadnienie dla każdego wyboru, który przynosił chwilową ulgę.

Dopiero rano wracało to, co poprzedniego wieczoru udało się zagłuszyć.

Rozczarowanie.

Poczucie winy.

Złość na samego siebie.

Następna obietnica, że od dziś wszystko będzie wyglądało inaczej.

Z biegiem czasu zacząłem zauważać pewien paradoks.


Im więcej negocjowałem, tym mniej słuchałem siebie

Im częściej prowadziłem te wewnętrzne negocjacje, tym mniej miejsca zostawało na zwykłe pytanie o to, czego naprawdę potrzebuję.

Nie zastanawiałem się, dlaczego jestem tak zmęczony.

Nie pytałem, czy od wielu dni nie żyję w ciągłym napięciu.

Nie próbowałem zrozumieć, dlaczego od rana funkcjonuję na granicy swoich możliwości.

Cała energia szła w przekonywanie samego siebie.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że człowiek potrafi być znakomitym adwokatem własnych nawyków.

Potrafi znaleźć argument niemal dla wszystkiego, co przynosi natychmiastową ulgę.

Umysł bardzo szybko uczy się budować logiczne uzasadnienia dla decyzji, które mogą mieć swoje źródło znacznie wcześniej.


Najpierw pojawia się impuls. Dopiero później argumenty

Przez długi czas wydawało mi się, że najważniejsze jest znalezienie silniejszej motywacji.

Szukałem nowych zasad.

Kolejnych metod.

Bardziej rygorystycznych planów.

Dzisiaj myślę, że problem leżał zupełnie gdzie indziej.

Nie potrzebowałem lepszych argumentów przeciwko jedzeniu.

Potrzebowałem nauczyć się rozpoznawać moment, w którym rozmowa w mojej głowie w ogóle się zaczynała.


Znasz tę rozmowę we własnej głowie?

„Tylko dzisiaj.”

„Przecież zasłużyłem.”

„Od jutra znowu będę się pilnować.”

Jeżeli takie zdania brzmią znajomo, warto przyjrzeć się nie tylko temu, co ostatecznie zjadasz, ale również temu, co wydarzyło się wcześniej i dlaczego właśnie wtedy rozpoczyna się wewnętrzna negocjacja.

Przygotowałem bezpłatny fragment e-booka „Odzyskaj Wpływ”, w którym przeczytasz więcej o mechanizmach stojących za jedzeniem emocjonalnym, automatycznymi nawykami i powtarzającymi się schematami.

Być może nie potrzebujesz kolejnego argumentu, żeby powiedzieć sobie:

„Nie jedz.”

Być może najpierw warto zrozumieć:

„Dlaczego właśnie teraz tak bardzo chcę to zjeść?”


Kiedy negocjacje tak naprawdę nie dotyczą jedzenia

Kiedy po raz dziesiąty zaczynasz negocjować z samym sobą, bardzo rzadko chodzi już wyłącznie o jedzenie.

Być może rozmawiasz o zmęczeniu.

O samotności.

O przeciążeniu.

O napięciu.

O potrzebie odpoczynku, na który od dawna nie dałeś sobie pozwolenia.

Jedzenie może stać się jedynie ostatnim zdaniem w znacznie dłuższej rozmowie.

A jeżeli skupisz całą uwagę wyłącznie na tym ostatnim zdaniu, możesz nigdy nie usłyszeć tego, co pojawiło się wcześniej.


Potrafiłem przekonać siebie niemal do wszystkiego

Najbardziej bolesne było jednak coś zupełnie innego.

Potrafiłem przekonać samego siebie niemal do wszystkiego.

Że ten jeden raz nie ma znaczenia.

Że jutro wszystko naprawię.

Że tym razem będzie inaczej.

Że jeszcze mam kontrolę.

Była tylko jedna rzecz, do której nigdy nie potrafiłem się przekonać.

Że naprawdę czuję się dobrze.

I właśnie od tego odkrycia zaczęła się moja największa zmiana.


Nie chodzi o wygranie kolejnej dyskusji ze sobą

Zrozumiałem, że odzyskiwanie wpływu nie musi polegać na wygrywaniu kolejnych dyskusji z samym sobą.

Nie chodzi o to, żeby za każdym razem znaleźć mocniejszy argument:

„Nie wolno.”

„Muszę wytrzymać.”

„Nie mogę znowu zawalić.”

Być może chodzi o coś zupełnie innego.

O zauważenie momentu, w którym ta rozmowa się zaczyna.

O zatrzymanie się na chwilę.

I zadanie sobie kilku innych pytań:

Co wydarzyło się wcześniej?

Co teraz czuję?

Czy jestem głodny, czy przede wszystkim zmęczony?

Czego potrzebuję w tej chwili najbardziej?

Z czasem takich wewnętrznych negocjacji może być mniej, bo zaczynasz lepiej rozpoznawać to, co wcześniej próbowałeś zagłuszyć jedzeniem.


Następnym razem nie próbuj od razu wygrać tej rozmowy

Kiedy ponownie pojawi się w Twojej głowie:

„Przecież nic się nie stanie…”

nie musisz natychmiast odpowiadać:

„Nie wolno mi.”

Spróbuj zatrzymać się chwilę wcześniej.

Być może najważniejsze nie jest to, kto wygra tę wewnętrzną dyskusję.

Ważniejsze może być zrozumienie, dlaczego w ogóle musiała się rozpocząć.

Jeżeli chcesz lepiej poznać mechanizmy stojące za takimi reakcjami, przygotowałem bezpłatny fragment e-booka „Odzyskaj Wpływ”.

Przeczytasz w nim więcej o jedzeniu emocjonalnym, nawykach i tym, dlaczego sama próba kontrolowania zachowania nie zawsze dociera do tego, co wydarzyło się wcześniej.

Nie musisz od razu niczego kupować. Zacznij od bezpłatnego fragmentu i sprawdź, czy odnajdujesz w nim własne doświadczenia.

Być może nie potrzebujesz lepszych argumentów przeciwko jedzeniu. Potrzebujesz lepiej usłyszeć to, o czym naprawdę próbujesz ze sobą rozmawiać.