Najbardziej bolesne nie było to, że nie dotrzymywałem obietnic. Najbardziej bolało, że przestałem wierzyć, kiedy je sobie składałem.

W pewnym momencie zorientowałem się, że problem przestał dotyczyć jedzenia. Nawet nie kolejnych nieudanych prób zmiany. Najbardziej bolało coś, czego przez długi czas w ogóle nie potrafiłem nazwać. Każda następna obietnica składana samemu sobie brzmiała coraz mniej wiarygodnie. Jeszcze wypowiadałem te same słowa, ale przestałem czuć to, co kiedyś za nimi stało.
„Od poniedziałku.”
„Od przyszłego miesiąca.”
„Tym razem będzie inaczej.”
Kiedyś każde z tych zdań niosło ze sobą nadzieję. Wyobrażałem sobie przyszłość, planowałem, wierzyłem, że właśnie zbliża się moment przełomu. Z czasem zaczęły przypominać słowa piosenki słyszanej setki razy. Nadal znałem je na pamięć, ale ich znaczenie stopniowo się zacierało. Wypowiadałem je niemal automatycznie, jakby sam fakt ich powtórzenia miał przynieść ulgę.
Nigdy nie dzieje się to po jednej porażce. Nawet kilka nieudanych prób nie odbiera jeszcze wiary w siebie. Prawdziwy problem pojawia się znacznie później. Zaufanie nie pęka nagle. Kruszy się powoli, niemal niezauważalnie. Każda niedotrzymana obietnica zostawia po sobie drobny ślad. Każda kolejna dopisuje następny. Z zewnątrz trudno to dostrzec, ale wewnątrz zaczyna powstawać przekonanie, że własnym słowom nie można już ufać.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że w pewnym momencie przestałem czekać na sukces. Zaczynałem kolejne próby z nadzieją, ale gdzieś głęboko istniała już druga narracja. Cicha, niemal niesłyszalna. Towarzyszyła każdej decyzji i przypominała wszystkie wcześniejsze zakończenia.
„Już kiedyś tak mówiłeś.”
„Przecież już to planowałeś.”
„Wytrzymasz kilka dni i znowu będzie to samo.”
Nie trzeba było nikogo, kto podcinałby mi skrzydła. Robiła to pamięć. Każde wcześniejsze rozczarowanie stawało się argumentem przeciwko kolejnej próbie. Im więcej ich było, tym trudniej uwierzyć, że przyszłość może wyglądać inaczej niż przeszłość.
Właśnie dlatego tak wiele osób dochodzi do przekonania, że brakuje im silnej woli. Łatwo uwierzyć, że problem tkwi w charakterze, skoro kolejne plany kończą się podobnie. Tymczasem bardzo często nie chodzi o brak dyscypliny ani motywacji. Znacznie głębszą ranę pozostawia utrata zaufania do samego siebie. Człowiek zaczyna wątpić nie tylko w to, czy uda mu się schudnąć albo zmienić sposób odżywiania. Zaczyna wątpić we własne decyzje.
Każda nowa książka, kolejna dieta, następny plan czy motywacyjny film przynoszą chwilowy zastrzyk energii. Przez moment wszystko wydaje się możliwe. Potem wraca codzienność, a wraz z nią dobrze znane przekonanie, że wcześniej też już się wierzyło. Różnica polega na tym, że dawniej nadzieja była naturalna. Teraz coraz częściej trzeba ją w sobie sztucznie wywoływać.
Najbardziej bolesna okazuje się świadomość, że przestajesz mieć oparcie w osobie, z którą spędzasz każdą minutę swojego życia. Relacja z samym sobą staje się pełna podejrzeń. Każda decyzja jest od razu kwestionowana, każde postanowienie budzi wątpliwości, a własne słowa przestają być czymś, na czym można się oprzeć. Trudno budować zmianę na fundamencie, któremu samemu przestało się ufać.
Dzisiaj coraz częściej myślę, że odzyskiwanie wpływu zaczyna się znacznie wcześniej, niż większość z nas przypuszcza. Nie rozpoczyna się od jadłospisu, zakazu słodyczy ani od idealnie rozpisanego planu. Zaczyna się w chwili, gdy człowiek podejmuje pierwszą, niewielką decyzję i… dotrzymuje jej. Nie dlatego, że była spektakularna, ale dlatego, że staje się dowodem. Dowodem na to, że własne słowa znowu mogą coś znaczyć.
Zaufania do siebie nie odbudowuje się wielkimi deklaracjami. Ono wraca powoli. Z każdą drobną obietnicą, która została spełniona. Z każdym dniem, w którym nie chodzi o perfekcję, lecz o konsekwencję. W pewnym momencie człowiek zauważa, że przestaje potrzebować wielkich początków, bo coraz bardziej wierzy nie w swoje plany, lecz w swoje działania.
Być może właśnie dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy tym razem się uda?”
Znacznie ważniejsze wydaje się inne.
Kiedy ostatni raz naprawdę uwierzyłeś własnym słowom?
Jeśli ten tekst jest Ci bliski…
Na stronie Odzyskaj Wpływ znajdziesz znacznie więcej niż kolejne artykuły. Powstał tam cały proces, który pomaga odbudować zaufanie do samego siebie, zrozumieć mechanizmy stojące za impulsem do jedzenia i odzyskać wpływ bez życia pod ciągłą presją kontroli.
Po zapisaniu się do newslettera otrzymasz również bezpłatne materiały, które przygotowałem jako pierwszy krok dla osób chcących rozpocząć tę zmianę.




