Brak pewności siebie i problemy z jedzeniem — dlaczego przestajemy ufać sobie?

Przez długi czas byłem przekonany, że utrata wpływu dotyczy wyłącznie jedzenia. Wydawało mi się, że jeśli wieczorem znowu sięgam po coś, czego nie planowałem zjeść, problem kończy się właśnie tam – w kuchni, przy stole albo na kanapie. Dopiero po latach zacząłem dostrzegać, że konsekwencje sięgały znacznie dalej. Nie chodziło już tylko o sposób odżywiania. Zmieniało się coś znacznie bardziej podstawowego – relacja z samym sobą.

Nigdy nie zapisywałem w kalendarzu rzeczy, co do których nie miałem wątpliwości. Nie musiałem wpisywać: „wstań do pracy”, „odbierz dziecko”, „idź do dentysty”. Takie sprawy po prostu się wydarzały. Kalendarz służył do czegoś innego. Znajdowały się w nim spacery, treningi, przeczytanie kilku rozdziałów książki, telefon do mamy, regularne posiłki, wcześniejsze pójście spać. Były tam wszystkie te drobne decyzje, które miały stopniowo zmieniać moje życie.

Na początku zaglądałem do niego z ciekawością. Później coraz rzadziej wracałem do wcześniejszych stron. Nie dlatego, że nie miałem czasu. Powód był znacznie prostszy – nie lubiłem tego, co w nich widziałem. Obok wielu zapisanych zadań brakowało małego znaku oznaczającego, że zostały wykonane. Niektóre z nich przepisywałem na kolejny tydzień. Potem na następny. Zmieniała się jedynie data. Treść pozostawała dokładnie taka sama.

Pewnego dnia otworzyłem notes i zauważyłem zdanie, które przepisywałem od prawie dwóch miesięcy.

Od poniedziałku wracam do regularnych posiłków.”

Nie poczułem wtedy złości. Nawet nie byłem szczególnie rozczarowany. W ciszy przekreśliłem poprzednią datę i wpisałem nową. Wszystko odbyło się tak automatycznie, jakbym wykonywał czynność, którą znałem już na pamięć.

Dzisiaj myślę, że właśnie wtedy wydarzyło się coś znacznie ważniejszego niż kolejna niedotrzymana obietnica. Nie chodziło o to, że znowu nie udało mi się zrealizować planu. Znacznie bardziej bolało odkrycie, że przestałem wierzyć, iż zdanie zapisane moim własnym charakterem pisma ma jeszcze jakąkolwiek wartość.

Trudno opisać to uczucie komuś, kto nigdy go nie doświadczył. Patrzysz na słowa napisane przez samego siebie i masz wrażenie, że czytasz obietnicę złożoną przez obcego człowieka. Nie budzi już ekscytacji ani motywacji. Nie wywołuje nawet złości. Pozostawia jedynie ciche westchnienie i myśl: „Zobaczymy.”

Właśnie wtedy zacząłem zauważać, że brak zaufania przestaje dotyczyć wyłącznie jedzenia. Coraz częściej odkładałem telefon do bliskiej osoby, choć obiecałem sobie, że zadzwonię. Rezygnowałem ze spaceru, mimo że wpisałem go do planu dnia. Przekładałem przeczytanie kilku stron książki, wizytę u lekarza czy uporządkowanie spraw, które od dawna czekały na swoją kolej. Za każdym razem mówiłem sobie, że zrobię to jutro. Za każdym razem moje własne słowa traciły odrobinę swojej wartości.

Z perspektywy czasu widzę, że zaufanie do siebie nie rozpada się podczas wielkich życiowych porażek. Znacznie częściej znika po cichu. Odbierają je drobne decyzje, których konsekwentnie nie realizujemy. Każda z nich wydaje się niewielka. Raz nie poszedłem na spacer. Innym razem nie przeczytałem kilku stron książki. Jeszcze innym odłożyłem telefon, który miałem wykonać. Żadna z tych rzeczy nie wygląda dramatycznie. Dopiero kiedy zaczynają się powtarzać, tworzą historię o człowieku, który coraz mniej wierzy własnym słowom.

Paradoks polega na tym, że w tym samym czasie bardzo często próbujemy odbudować wpływ poprzez jeszcze większą liczbę planów. Kupujemy nowe kalendarze, organizery, aplikacje i notesy. Rozpisujemy cele z niezwykłą starannością, wierząc, że tym razem wszystko będzie wyglądało inaczej. Problem nie tkwi jednak w jakości planu. Nawet najpiękniej zapisany kalendarz nie odbuduje zaufania, jeśli pozostanie jedynie zbiorem obietnic.

Dopiero później zrozumiałem, że zaufanie do siebie wraca dokładnie tą samą drogą, którą wcześniej zostało utracone. Nie odbudowuje się go wielkimi deklaracjami ani spektakularnymi zmianami. Wraca powoli, za sprawą małych decyzji, które zostały doprowadzone do końca. Czasem wystarczy wyjść na dziesięciominutowy spacer, choć plan zakładał godzinę. Przeczytać pięć stron zamiast trzydziestu. Zjeść jeden świadomy posiłek zamiast oczekiwać idealnego dnia. Każda taka decyzja mówi coś znacznie ważniejszego niż „udało się”. Mówi: „Możesz znowu zacząć wierzyć swoim słowom.”

Dzisiaj coraz częściej myślę o tym, że odzyskiwanie wpływu nie polega wyłącznie na zmianie zachowań. W dużej mierze jest procesem odbudowywania relacji z człowiekiem, z którym spędzimy całe życie – z samym sobą. Kiedy własne słowa znowu zaczynają mieć znaczenie, zmienia się znacznie więcej niż sposób odżywiania. Zmienia się sposób, w jaki patrzymy na siebie.

Jeśli ten tekst jest Ci bliski…

Na stronie Odzyskaj Wpływ znajdziesz znacznie więcej niż kolejne artykuły. Powstał tam cały proces, którego celem nie jest kolejna dieta ani zbiór zakazów. To droga prowadząca do odbudowania zaufania do samego siebie i odzyskania wpływu krok po kroku.

Po zapisaniu się do newslettera otrzymasz również bezpłatne materiały, które przygotowałem jako pierwszy etap tej zmiany.

👉 https://odzyskajwplyw.pl/newsletter/